Bloki i ludzie


Z blokami łączy mnie szczególny związek przyciągania i odpychania – czasem mnie fascynują, czasem w ogóle mi się nie podobają; niektóre są w swojej prostocie urokliwe, inne kłują w oczy pstrokatą kolorystyką; niby są modernistyczne, ale swoją typowością często z finezją modernizmu nie mają nic wspólnego; ich urbanistyka w małej skali może być przyjazna i interesująca, w wielkiej jest alienująca i przerażająca. Nie wyobrażam sobie jednak życia w mieście bez bloków, zamkniętego tylko w wąskich ulicach i ciasnych pierzejach, bez oddechu wielkich przestrzeni modernistycznych osiedli, ich zieleni, arterii, ślimaków, alejek, placów zabaw, przedszkoli i pawilonów.

Mieszkałem w blokach małych i dużych, wysokich i niskich, długich i krótkich (odkąd przyjechałem na studia do Poznania zaliczyłem kilkanaście miejsc, w których mieszkałem) i jeśli moje obecne mieszkanie w powojennej, modernistycznej kamienicy – z jednej strony połączonej z pierzeją, z drugiej otwartej na zieleń – wrzucić do tego samego worka, nie mieszkałem nigdzie indziej, i całkiem dobrze mi z tym. Może dlatego tak bardzo podobają mi się te zdjęcia Erica Foreya, na których pewien nieludzki automatyzm osiedli i biurowców zderza się z ludzką potrzebą dostosowania dostępnych im przestrzeni, a powtarzalne moduły fasad modernistycznych budynków wypełnione niepowtarzalnością ludzi nabierają życia jak rama, w którą włoży się obrazek.












…..
Tekst: Andrzej Komendziński
Artykuł pochodzi z bloga autora: http://lessmore.blox.pl