Juliusz Żórawski – O budowie formy architektonicznej (UPODOBANIE)

(…) Wiemy, że pole stanu wewnętrznego posiada każda jednostka, a z tych pojedynczych pól tworzy się jedno wielkie pole stanów wewnętrznych.

Niektóre pojedyncze pola są niezmiernie ważne dla całościowego pola stanów wewnętrznych. Możemy więc myśleć o Euklidesie lub filozofach antycznych jako o tych, którzy położyli podwaliny pod nastawienia trwające w nauce po dzień dzisiejszy i które narzucają tym samym dla nas oczywisty, a w samej rzeczy bardzo charakterystyczny, antyabstrakcyjny, naturalistyczny sposób rozumowań i metodykę.

Prawdopodobnie innymi drogami potoczyłaby się myśl kultury europejskiej, gdyby u jej źródeł rodziły się takie nastawienia, jakie pozwoliły Łobaczewskiemu lub Riemannowi na zbudowanie którejkolwiek z geometrii nieeuklidesowych. W dziedzinie sztuk, a specjalnie w poezji, rzeźbie i malarstwie, nastawienie naturalistyczne, którego narodzin szukać należy w dziełach wielkich twórców kultury antycznej, trwa bez mała po dzień dzisiejszy. Choć obecnie wiele wskazuje na to, że następuje jakaś przemiana w sposobie myślenia i czucia ludzkości, to jednak trudno jest wyobrazić sobie w obecnej chwili taki przewrót, który by z życia ludzi kultury europejskiej wyeliminował nastawienia esencjonalne, tkwiące w nim jako spadek po myślicielach kultury antycznej i po dziełach sztuki i myślach kultury renesansowej. Tak więc możemy powiedzieć, że całościowe pole stanu wewnętrznego ludzi żyjących w zasięgu kultury europejskiej jest uformowane między innymi i przez nastawienia odpowiednio silnie uformowane w pojedynczych polach stanu wewnętrznego ludzi żyjących w zasięgu kultur arabskiej, antycznej i renesansowej.

W ramach jednej kultury wpływ nastawień na przebieg historii oraz na takie lub inne zabarwienie twórczości ludzkiej jest jednoznacznie decydujący. Nastawienia grupy mają źródło w takich działaniach pojedynczych jednostek, w których cechy łączące te nastawienia przez swoje uformowanie są tak silnie wyodrębnione, że w doznaniach, jakie powstają na skutek tych przemian, cechy te wybijają się na pierwszy plan i narzucają się dobitnie odbierającemu doznanie. Jednostka propagująca jakąś cechę łączącą może to zrobić tylko przez wywołanie u odbierającego doznania, upodobania do tej cechy. Uczyni to tylko wtedy, gdy zdoła przez swoje działanie przekazać rozumowo lub uczuciowo jednostkę odbierającą doznanie, że cecha łącząca, którą podkreśla, jest słuszna, interesująca, otwierająca duże możliwości, zmierzająca do piękna itd. Z chwilą gdy jednostka odbierająca doznanie przyporządkuje cesze łączącej jakieś uczucie, to wrażenie uformuje się w jej polu stanu wewnętrznego bardziej spoiście i przez to stanie się dla uformowania tego pola ważniejsze. Częstotliwość takich przebiegów przy zwiększającym się upodobaniu rozstrzyga o sile nastawienia.

W ten sposób przekonał do impresjonizmu swoje otoczenie, a potem całą kulturę europejską Edward Manet i w ten sam sposób Le Corbusier narzucił swoje architektoniczne myśli i upodobania sztuce budowlanej w drugim ćwierćwieczu naszego stulecia. Ani Manet, ani Le Corbusier nie działali wyizolowani ze społeczeństwa. Ich pola stanu wewnętrznego utworzone były tak, jak i innych współczesnych im ludzi. To, co wyrazili w swoim działaniu, tkwiło w otaczającym ich życiu, ale istniało tam jakby ukryte, nie objaśnione i pominięte. Były to jakieś cechy łączące, które nie uzyskały jeszcze obywatelstwa. Istniały gotowe do rozpoczęcia szerokiego życia, ale tkwiły wśród ludzi jakby utajone i słabo uformowane.

To co zrobił Le Corbusier, musiało się stać wcześniej czy później. Niepodobieństwem jest pomyśleć, aby ten kierunek architektoniczny mógł nie powstać. Cechy łączące, stanowiące jego podwaliny, leżały jak na dłoni w otaczającym życiu, gdy Le Corbusier głosił swoje tezy i rysował swoje pierwsze plany. Gdyby nie on, trafiłby na nie ktoś inny. Tak były oczywiście łączące i tak łatwo dostrzegalne.

Podobnie miała się rzecz z teorią względności, która wynikała niezbicie z nastawień nurtujących ówczesną naukę, i objawienie jej było poniekąd jedyną możliwą konsekwencją tych nastawień.

Manet, Le Corbusier i Einstein byli tymi, którzy pierwsi wyprowadzili na słusznie im należny poziom cechy łączące, tkwiące w otaczającym ich życiu.

Tak jak nie może się skojarzyć coś z czymś, co nie istnieje i co nie może być objaśnione przez coś innego już istniejącego, tak i nastawienie nie może się zrodzić inaczej, jak tylko wtedy, gdy istnieje jakaś cecha, która może się stać łączącą. Jeżeli cecha ta ma szanse do odegrania dużej roli w życiu społecznym, nauce lub sztuce, to odkrycie jej jest jedyną możliwą formą stworzenia nowego kierunku w zasięgu kultury. Ojcostwo jakiegoś stylu sprowadzałoby się w ten sposób do odnalezienia tej cechy łączącej, która ma w przyszłości stać się ważną dla jakiejś grupy społecznej. Istnieje również możliwość narzucenia grupie upodobań do takiej cechy, która dla odkrywcy stała się przemożną cechą łączącą.

Zjawiska te w dziejach kultury bardzo rzadko zachodzą prosto i nieskomplikowanie. Takich ludzi jak Michał anioł w sztuce i Marks w filozofii jest bardzo mało. Daleko częściej przemiany zwykłych cech w ważne cechy łączące przebiegają miękko i niewyraźnie, przy współudziale dużej liczby twórców i w ciągu długiego stosunkowo czasu.

W ten sposób nastawienie klasyczne przemieniło się w romantyczność. W twórczości  Beethovena przemiana ta zachodzi łagodnie. Dla dzisiejszego słuchacza jego muzyki prawdziwą rozkoszą jest odnajdywanie w niej pierwiastków romantyzmu.

Secesja, nieudana próba architektury impresjonistycznej, poderwała zaufanie do cech łączących, które stanowiły podwaliny eklektyzmu, sama jednak nie wytworzyła prawie żadnych takich cech, które by mogły – bez zasadniczych zmian – stać się dla architektury powszechne.

Powolna przemiana eklektyzmu w nowy kierunek architektoniczny trwa po dzień dzisiejszy. Neoklasycyzm i neobaroki stanowiące dzieła okresu przejściowego, będą się pojawiać coraz słabiej, dopóki cechy łączące, które stanowią kanwę awangardowej architektury, nie zdobędą powszechnego obywatelstwa.

Impresjonizm budował dzieło na jednym wrażeniu, na pojedynczym przeżyciu. Nie chodziło o namalowanie wyobrażenia powstałego z długiego szeregu doznań, uzyskanych drogą przeżywania i kontemplacji obiektu. Nie chodziło o odtworzenie doznania całościowego, ale zawsze o chwilę, czyli stan taki, jaki rzeczywiście istniał w danym, jedynym momencie. Impresjonizm był ty samym przeciwieństwem syntezy.

W tym malarstwie nie było miejsca na kijek, na którym dawni Holendrzy opierali rękę z pędzlem, aby nie drżała przy kładzeniu farby na płótno.

Takie nastawienie było do architektury nie do przyjęcia. Architektura jest zawsze synteza dużej ilości doznań i musi oddziaływać wielka ilością przeżyć, z których widz w końcu dopiero zbuduje sobie swoją syntezę. Nie jest to założenie, ale konsekwencja natury dzieł architektonicznych.

To samo odnosi się do muzyki, gdzie na syntezę składa się długi ciąg pojedynczych wrażeń. Architektura i muzyka w tym aspekcie są z natury rzeczy antyimpresjonistyczne, a techniki, którymi wypowiadają się, wymagają ogromnej precyzji wykonania. „Kijek do podtrzymania pędzla” jest tutaj koniecznością. Szybkie i szerokie, lapidarne pociągnięcia dyktowane, między innymi, przez obawę zmian w oświetleniu modelu nie mają żadnych podstaw warsztatowych ani w architekturze, ani w muzyce, w których to dziedzinach nie ma modeli. Nic się tu nie naśladuje i nic nie deformuje.

Dlatego zupełnie nie udała się architektura impresjonistyczna. Budownictwo musiało pójść  albo nową własną awangardową drogą, którą trzeba było tworzyć, albo tkwić w dalszym ciągu w eklektyzmie. Przebłyski tej nowej drogi pojawiły się w niektórych rysach charakterystycznych secesji i od tej chwili trwa gwałtowna przemiana eklektyzmu w styl, który się rodzi.

Na zmiany nastawień ma wpływ szereg procesów zachodzących w formowaniu się doznań w całościowym polu stanu wewnętrznego grupy społecznej. W szczególności zależą one od kształtowania się doznań posiadających tę samą cechę łączącą.

Tak więc całościowe pole stanu wewnętrznego grupy społecznej pulsuje bezustannie i różnobarwnie szeregiem nastawień, które rodzą się, nabierają dojrzałości i zanikają ustępując miejsca nowym, słabszym lub mocniejszym od poprzednich. Jedne trwają dłużej, inne krócej. Jedne są silnie barwne, spoiste, wpływające decydująco na budowę pola stanu wewnętrznego, inne zdają się być  muśnięciami chwilowymi lub też trwają długo, słabe i bezwolne. Te pulsowania nastawień, ich ilość i jakość składają się na historię grupy społecznej w najszerszym rozumieniu tego słowa. Wszystkie przejawy życia grupy społecznej są w nich zatarte.
Nastawienie jest to gatunek formowania się doznań w polu stanu wewnętrznego.

Działanie jest nieodłączne od doznań, gdyż może operować tylko materiałem zawartym w polu stanu wewnętrznego. Nawet najbujniejsza fantazja jednostki nie jest w stanie stworzyć czegoś zupełnie nowego, czegoś, co nie tkwi jako element w jakiejś formie i nie jest zawarte w jej polu stanu wewnętrznego.

Twórczość jest tylko innym uformowaniem tego, co istnieje w polu stanu wewnętrznego.

Może się zdarzyć, że doznanie uzyskane od jednego i tego samego przedmiotu doznania wywołuje u dwóch jednostek skojarzenia zupełnie odmienne oraz że sądy tych dwóch jednostek o takim przedmiocie doznania będą inne. Coś, co dla kogoś jest nowe i dziwne, dla innego może być nudne i zwykłe. Coś , co dla kogoś jest piękne, u innego może nie wywołać żadnego przeżycia estetycznego.

Źródło: Juliusz Żórawski, O budowie formy architektonicznej, Arkady, Warszawa 1962 
tekst zamieszczony w zakresie uzasadnionym nauczaniem, kopiowanie tekstu w celach komercyjnych jest zabronione

…..
Tekst pochodzi z bloga teoriaarchitektury.blogspot.com