Kto widział Nowy Jork, nie ma już dokąd jechać…

Tak przynajmniej twierdzi Zdenek Mahler, autor czeskiej książki „Nowy Jork”.

Książka-przewodnik, której polska wersja ukazała się dzięki krakowskiemu wydawnictwu Bona, była przygotowana do druku przez Mahlera i ilustratora Vladimira Fukę w 1964 roku, jednak ucieczka autora oprawy graficznej z Czechosłowacji do Stanów przekreśliła wszelkie plany wydawnicze. Decyzja komunistycznych władz o przemieleniu książki wydaje się zrozumiała – gdyby ten pean na cześć „miasta, które nigdy nie zasypia” ukazał się w tamtych czasach, mógłby większą ilość Czechów zachęcić do emigracji za ocean. Na szczęście zachowały się arkusze korekt, dzięki którym w 2008 roku ukazało się czeskie wydanie.

Książka jest szczególna zarówno pod względem artystycznym, jak i edytorskim czy historycznym. Rewelacyjnie różnorodne ilustracje Fuki łączące humorystyczną kreskę z kolażami przypominają, że taki typ ilustracji nie narodził się wraz z programami do obróbki graficznej. Fuka rejestruje wszystko, od wizerunków ulic, wieżowców, samochodów, hydrantów, knajp, odbiorników telewizyjnych, reklam, biletów, pocztówek i ogłoszeń prasowych, po mieszkańców wraz z mniejszościami narodowymi, maklerami i artystami. Tak można pokazać Broadway:

Operujący metaforami i wieloma poetyckimi zabiegami tekst Mahlera chyba nie nadaje się dla dzieci, za to opisuje równie szerokie spektrum, jak ilustracje. Oto program nowojorskiej telewizji:

Wiadomości reklamy kowboj reklamy ki reklamy wolny reklamy styl reklamy wiado reklamy mości reklamy kabaret reklamy fut reklamy bol reklamy wiadomości reklamy roz reklamy mo reklamy wy reklamy filmy sensacyjne reklamy ko reklamy medie reklamy start i reklamy lądowa reklamy nie Gemini reklamy to fantas reklamy tyczne reklamy widać reklamy wszystko.

Trudno nie zachwycić się pokazaną w tej książce różnorodnością, nawet pomimo upływu pięćdziesięciu lat. Książka została lekko zaktualizowana pod względem faktograficznym, jednak z grubsza nie straciła swojej aktualności, może poza faktem, że pokazuje Stany w okresie największej świetności.

Z mojego punktu widzenia najciekawsze w „Nowym Jorku” jest właśnie to – zachwyt mieszkańców szarej Czechosłowacji amerykańskim kolorowym konsumpcjonizmem, migoczącym światem nieograniczonych możliwości i rozwoju, modernistycznym miastem (ONZ, Seagram, Metlife), neonami, reklamami, automatami, samochodami. Niesamowicie niepoprawny z dzisiejszego punktu widzenia jest fragment dotyczący tej ilustracji:

…łączą to autostrady.

Stop! Chwała umysłom, które wymyśliły tę makroskopową tkankę, te systemy betonowych pasów, po których płyną rzeki na kołach – potrójnie w tę i w tamtą stronę, naokoło i piętrowo, ten balet autostrad. Miało być tylko skrzyżowanie, a jest z tego fuga. Z konieczności powstał abstrakcyjny obraz. Największe piękno powstaje mimowolnie.

Z dzisiejszej perspektywy polskiego czytelnika lektura książki na pewno nie jest już szokująca, ale może być wbrew pozorom ciekawsza. Modernistyczna wizja miasta odeszła w zapomnienie, estakady autostrad w cywilizowanych krajach się wyburza, amerykańskie samochody, które wylewają się z książki są już pieśnią przeszłości, pojawiające się na kartkach telewizory marki Philco, dawnego amerykańskiego potentata elektronicznego, zostały wyparte przez Sony, za to szczególnie aktualne wydaje się zdanie: „Kiedy Wall Street kichnie, świat dostaje zapalenia płuc”. Może autorom udało się uchwycić szczytowy moment rozwoju, ale też początek degeneracji amerykańskiej cywilizacji, po której będzie konała przez kilkaset lat jak starożytny Rzym (a może za dużo naoglądałem się ostatnio serialu Mad Men)?

Z edytorskiego punktu widzenia wydawnictwu Bona należą się brawa, z jednej strony za odwagę wydania książki sprzed pięćdziesięciu lat, w dodatku wyglądającej jak książka dla dzieci, a skierowanej zdecydowanie dla dorosłych, z drugiej za jakość książki, dzięki której obcowanie z tekstem Mahlera i ilustracjami Fuki to naprawdę rzadka przyjemność (druk, papier, zapach farb drukarskich!). Tak mniej więcej wygląda całość:

Times Square:

Empire State Building w nocy (jest też wersja za dnia):

Wielopoziomowy parking:

Kino samochodowe:

Puby:

Park Avenue:

Lotnisko JFK:

…..

Tekst: Andrzej Komendziński
Artykuł pochodzi z bloga autora: http://lessmore.blox.pl